Przyjechałyśmy na zdjęcie opatrunku. Trzy tryliony ludzi, długa kolejka do rejestracji. Trzymam Hanię za łapkę i stoimy. Stoimy, stoimy. Hania po jakichś pięciu minutach zaczyna się wyrywać. No to zaklepuję miejsce za starszym panem i lecę za nią. Odwiedzamy pana w szatni, jakieś boczne korytarze. Nareszcie my. Hanię za łapę chwytam i pędem do okienka. Wszystkie dokumenty mam przygotowane, wręczam pani, łapy nie puszczam i nagle z otwartej, przechylonej torby wypadają mi Hani chrupki. Rzucam się do zbierania - tym samym moja głowa znika pani z okienka z pola widzenia (a babka coś do mnie mówi), Hania korzysta z odzyskanej wolności i biegnie na schody.
- Tylko nie na schody!!!!!! - krzyczę rozpaczliwie.
Pani w okienku dopytuje się mnie o datę poprzedniej wizyty u chirurga.
- Proszę pani, zaraz, nie mogę teraz rozmawiac, muszę... - rozglądam sie w panice. I nagle słyszę:
- Moja głowa!!!!!
Hania zdążyła wejść na półpiętro (to trwało może 5 sekund!) i włożyć głowę między pręty poręczy. Głowa utknęła, bo zawadzała o naszą nieszczęsną... kokajdkę.
I dlatego na pytanie, które od soboty padło w naszym kierunku milion razy - Jak jej pilnujecie??? - odpowiadam, że najlepiej jak umiemy. Ale Hani zwyczajnie chwilami nie da się upilnować. Jedyne wyjście, jakie widzę, to upolować ją jak krowę na metrowym łańcuchu w pokoju wyłożonym materacami.
Kokajdka budziła przez dwa dni wielki entuzjazm. Tak wielki, że Hania zażądała jeszcze kilku:
I mam nowa ksywę.
- Madam Gazelo - zwraca się do mnie Hania rano.
- Hę - nie kojarzę i nie wiem, czy to do mnie.
- Może zjobimy sobie klubik?
Zdecydowanie za dużo bajek wczoraj było. *
* Gazela to bohaterka Peppy Pig, a "klubik" to określenie zaczerpnięte z Klubu Przyjaciół Myszki Miki.

Madam Gazelo, rechoczę w głos po przeczytaniu Waszej rozmowy :D
OdpowiedzUsuń na zawszeMoże teraz przyjmą się kokardki na stałe?
Już się bałam czytając tytuł, że kolejny guz :-) A tu na szczęście tylko to ;-)
OdpowiedzUsuń na zawszeMój młodszy syncio włożył kiedyś głowę między murowane barierki na szczycie Pałacu Kultury - zamarłam... :D
Achch, łączę się we współczuciu, zupełnie jakbym czytała o Zośce:)Czasem mam wrażenie, że mam dwie albo trzy dwuletnie córeczki:) A tak serio, to tylko rodzice dzieci z żywym temperamencie mogą to zrozumieć, z mojego doświadczenia. Inni są przekonani, że jesteśmy niewydolni wychowawczo albo przesadzamy:)
OdpowiedzUsuń na zawszeCieszę się, że ten wypadek zakończył się "tylko" dwoma szwami. Oby tak dalej, to nie będzie zły wynik:)
:-)
OdpowiedzUsuń na zawszePiegowata - H. powoli zaczyna sie przekonywac :-)
OdpowiedzUsuń na zawszeDag - :-D
myviridis - u nas szwy już drugi raz...:/ Razem pięć. A z ta niewydolnością to racja. Cały czas tylko słyszę, ze muszę H. wprowadzić zasady. No przecież wprowadziłam sto lat temu, tylko Hanka je szerokim łukiem omija.
Robeert - ;-)
Kasiek - od kiedy mam Gabę jestem szybka w osądach innych rodziców (niestety, ale taka prawda). Ale nigdy mi w głowie nie zaświtało, że nie pilnujecie Hani, albo że ona jest niegrzeczna (nie lubię tego słowa). Szybkie "toto", prędkie i sprytne, pomysłowe i szalone, ale nie niegrzeczne. Nie wiem, czy ta opinia coś znaczy dla Ciebie ;) /trycja
OdpowiedzUsuń na zawszetrycja - znaczy bardzo dużo! :-) :-*
OdpowiedzUsuń na zawszeja bardzo przepraszam, ale obsmiałam si jak norka
OdpowiedzUsuń na zawszeusciski dla matki sprinterki